Kolejny nudny blog muzyczny

Najnowsze

Hobo – Iron Triangle [Iron Triangle, 2012]

Miały być ładne i smutne covery, ale zdecydowałem się że mi się nie chce. W zamian Hobo, kawałek w sam raz na sam środek nocy – Iron Triangle z płyty o takiej samej nazwie, czyli niezwykle klimatyczne, lekko dziwne minimalne technowanie, bardzo polecam.

Claptone – Cream [Cream, 2012]

A oto dlaczego warto czasami przeglądać zakamarki Resident Advisor. Proszę, oto mityczny house ze skrzypcami w tle. Ale to nie sample klasycznych instrumentów robią ten kawałek, swoją genialność zawdzięcza raczej leniwym, disco funkowym beatom.

W następnych odcinkach: Znani grają znanych, czyli o tym jak kowery klasycznych kawałków jednak mogą być dobre.

Iza Lach – Chociaż Raz [Krzyk, 2011]

Panie i panowie, nadeszła wielka chwila, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mamy w Polsce pop, którego nie trzeba się wstydzić. Nie wiem jak Iza Lach radzi sobie w polskich radiach (ale zakładam, że do nich kiedykolwiek trafiła, skoro pojawiła się w jednej z telewizji śniadaniowych), ale gdyby właśnie taka muzyka się tam pojawiała, może udałoby się mnie czasem skłonić do włączenia tego pudła. Chociaż Raz to prosta, bezpretensjonalna, chwytliwa piosenka, jak na realia radiowe w świeżym stylu, bez zapatrzenia w schematy których dosłownie wszyscy mają już dość.

Santigold – Disparate Youth [Master of My Make-Believe, 2012]

Muszę przyznać, że nie mogłem się doczekać powrotu amerykańskiej M.I.A. Cztery lata to jednak sporo, szczególnie w popie. Kolejny singiel promujący nowy krążek Santigold, to naprawdę eklektyczna mieszanka elementów pozornie ani trochę do siebie nie pasujących, które w praktyce zabrzmiały razem naprawdę fajnie i spójnie. W Disparate Youth bowiem znajdzie się miejsce zarówno dla jamajskiego, bujającego rytmu, nerwowych riffów na elektryku i nowofalowych klawiszy. Doskonała robota, Santi! Czekamy na więcej.

Ronika – Automatic [Automatic, 2012]

Jeśli wierzyć internetom, Ronika wzbudza ostatnio dużo zamieszania wśród miłośników nowego ejtisowego popu. Mi niestety dane zostało usłyszeć o niej stosunkowo niedawno, na fali jej najnowszego kawałka, atakującego słuchacza zaraźliwym, funkowym połączeniem basu i gitary, podszytym handclapami, kiczowatymi synthami i szczyptą daft punkowej elektroniki. Jeśli tylko lubicie groove nowoczesnego podejścia do disco, gwarantuje natychmiastowe zakochanie się w refrenie Automatic.

Grimes – Vowels = space and time [Visions, 2011]

Wypadałoby zakończyć w końcu tą przerwę. Dziś na warsztat idzie damska wersja Johna Mausa. Miałem naprawdę niezłą zagwozdkę, który z kawałków z Visions powinien znaleźć się na ittct, bo że któryś powinien, wątpliwości nie miałem. Lo-fi hiciory „Oblivion” oraz „Genesis” musiały jednak ostatecznie ustąpić genialnym wokalizom z „Vowels…”. Szkoda że ostatecznie Visions, poza tymi trzema kawałkami, wypełnione jest po brzegi fillerami.

Kuedo – Ant City [Severant, 2011]

Kolejny z długiej serii przegapionych w zeszłym roku. Szkoda, bo krążek Kuedo prezentuje jeden z najbardziej intrygujących brzmień na jakie ostatnio natrafiłem. Severant to mieszanka niesamowicie odległych muzycznych światów. Z jednej strony hołd dla Tangerine Dream i innych elektroników z 70s, z drugiej jednak wpływy bardzo modnego ostatnio footworku. Poniżej Ant City wywołujące niejasne skojarzenia z filmowym Blade Runnerem.

Dusty Kid – That Hug [Beyond That Hill, 2011]

Skąd wzięło się powszechne przekonanie wśród ludzi niekoniecznie słuchających na co dzień muzyki elektronicznej o tym, że taka muzyka pozbawiona jest emocji? Prawdą jest, że zdarza się tak często i bardzo często jest to efekt pożądany, ale na pewno nie jest to regułą. Bo choćby taki „That Hug” Dusty Kida z zeszłorocznej płyty Beyond That Hill, takimi emocjami aż kipi. Właśnie tak brzmieć może szczęście, radość w przełożeniu na język muzyki. Rozwijający się w ślimaczym tempie, aczkolwiek stanowczo do przodu monument złożony z dziesiątków nakładających się na siebie tekstur co jakiś czas ucicha, by ponownie wybuchnąć zaraźliwym, tanecznym beatem.

Dusty Kid, to już drugi z rzędu fantastyczny krążek. Nie zawiedź z trzecim i wydaj go jak najszybciej.

Joy Orbison – Hyph Mngo [Hyph Mngo/Wet Look, 2009]

Taka sobie przypominajka hiciora sprzed paru lat. A-side z pierwszego singla producenta wyciągniętego spod ziemi wprost na parkiety setek klubów na całym świecie. Znacie/Pamiętacie? Perfekcyjne synthy, znakomicie dobrane wokale (komu nie śniło się po nocach to „uuuuuuu”, ręka w górę!). Zarzuty o repetycję jak zwykle odrzucam. Klasyczny przykład bangera.

Onno – Hablando Loco [Hablando Loco, 2011]

Przepiękna odpowiedź na pytanie dlaczego tech house staje się jednym z moich ulubionych nurtów muzyki tanecznej.