Hobo – Iron Triangle [Iron Triangle, 2012]
Miały być ładne i smutne covery, ale zdecydowałem się że mi się nie chce. W zamian Hobo, kawałek w sam raz na sam środek nocy - Iron Triangle z płyty o takiej samej nazwie, czyli niezwykle klimatyczne, lekko dziwne minimalne technowanie, bardzo polecam.
Dusty Kid – That Hug [Beyond That Hill, 2011]
Skąd wzięło się powszechne przekonanie wśród ludzi niekoniecznie słuchających na co dzień muzyki elektronicznej o tym, że taka muzyka pozbawiona jest emocji? Prawdą jest, że zdarza się tak często i bardzo często jest to efekt pożądany, ale na pewno nie jest to regułą. Bo choćby taki “That Hug” Dusty Kida z zeszłorocznej płyty Beyond That Hill, takimi emocjami aż kipi. Właśnie tak brzmieć może szczęście, radość w przełożeniu na język muzyki. Rozwijający się w ślimaczym tempie, aczkolwiek stanowczo do przodu monument złożony z dziesiątków nakładających się na siebie tekstur co jakiś czas ucicha, by ponownie wybuchnąć zaraźliwym, tanecznym beatem.
Dusty Kid, to już drugi z rzędu fantastyczny krążek. Nie zawiedź z trzecim i wydaj go jak najszybciej.
Gaiser – Pullpush [Pullpush EP, 2009]
Moją nieobecność na tegorocznym Audioriverze powinienem zaliczyć do jednego z największych muzycznych faili tego roku. Zwłaszcza że występował na nim m.in. autor jednego z moich ulubionych kawałków z pogranicza techno i house, niejaki Jon Gaiser. Pullpush to ponad dziewięć minut niezwykle sprawnego balansowania na, zdawałoby się, zupełnie odmiennych podejściach do grania muzyki elektronicznej. Niesamowite jak świetnie współpracuje tutaj zimny beat z energicznym hi-hatem, nieludzko brzmiące przeszkadzajki z plumkaniem, jak sterylne plamy brzmią świetnie w połączeniu z ludzkim głosem.
Tommy Four Seven – Armed 3 [Primate, 2011]
Tak wlaśnie powinno brzmieć współczesne techno. Obdarte z przeszkadzajek, brutalne, miażdżące, nieludzkie, bezlitosne, zgrzytliwe, niepokojące, druzgocące, bezduszne, industrialne.
Trudno mi cokolwiek więcej dodać, po prostu załóżcie dobre słuchawki, zgaście światło i włączcie pełny ekran. Efekt jak z koszmaru na jawie gwarantowany.
The Field – From Here We Go Sublime [2007]
Szwecja. Nieprzyjazna, skuta lodem kraina gdzieś na pólnocy Europy, którą zamieszkuje cała kupa niebieskookich wikingów, których głównym zajęciem jest spożywanie kotów i czczenie szatana w swoich death metalowych pożal się Boże zespołach.* Tak przynajmniej wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Tymczasem kraj ten ma o wiele więcej do zaoferowania, choćby anielskie techno pana ukrywającego się pod szyldem The Field.
Skomentowali