Kolejny nudny blog muzyczny

Najnowsza

Joy Orbison – Hyph Mngo [Hyph Mngo/Wet Look, 2009]

Taka sobie przypominajka hiciora sprzed paru lat. A-side z pierwszego singla producenta wyciągniętego spod ziemi wprost na parkiety setek klubów na całym świecie. Znacie/Pamiętacie? Perfekcyjne synthy, znakomicie dobrane wokale (komu nie śniło się po nocach to „uuuuuuu”, ręka w górę!). Zarzuty o repetycję jak zwykle odrzucam. Klasyczny przykład bangera.

Onno – Hablando Loco [Hablando Loco, 2011]

Przepiękna odpowiedź na pytanie dlaczego tech house staje się jednym z moich ulubionych nurtów muzyki tanecznej.

Oblivians – Christina [Popular Favorities, 1994]

Wprawdzie o Oblivians zdarzyło mi się już raz pisać, ale wiecie, postawiłem sobie kilka miesięcy temu pewien cel. Mianowicie zespół, bez którego scena garażowego rocka czy punka w latach 90 i dalszych wyglądałaby zupełnie inaczej (np. taki Jay Reatard przyznał kiedyś, że to ich koncert był bezpośrednią inspiracją do jego pierwszego demo), nie może być dziś niemalże anonimowy i postaram się robić wszystko co mogę aby temu zapobiec. Poniżej „Christina”, kawałek otwierający ich drugą plytę, esencja punk’n'rolla. Mnóstwo przesteru, cholernie wciągająca motoryka, szalony, elvisowy wokal w klasycznym, rockowym instrumentarium. Nic tylko zapętlić 30 razy z rzędu, i puścić nóżkę w ruch, co zaraz zresztą uczynię.

Lindstrøm – De Javu [Six Cups of Rebel, 2012]

No i mamy pierwszego pretendenta do płyty roku! (Chyba że wliczamy w końcu tego Matta Elliotta?) Całkiem szybko, miłośnicy noworocznych fajerwerek wciąż co jakiś czas o sobie przypominają. Żeby ująć w jednym zdaniu co się tam dzieje należałoby chyba powiedzieć że „Six Cups of Rebel” to pełna szczęścia i radości kosmiczno-tribalowa potańcówka utrzymana w klimatach disco. Trudno to inaczej ująć w słowa, zwariowany album, najlepiej sprawdźcie sami. Mnie wzięło od pierwszego przesłuchania.

 

2011

No dobra… po zeszłorocznym buncie i zwątpieniu w roczne podsumowania, postanowiłem spróbować jeszcze raz usiąść do tematu. Liczący na nieciekawą listę moich ulubionych albumów tego roku, która i tak zmieni się za kilka miesięcy, mogą w tym momencie zamknąć stronę, bo mam zamiar zrobić to zupełnie inaczej, po swojemu. Przygotowałem dla was DWIE listy najlepszych kawałków, niekoniecznie z tych najlepszych albumów, podzielone tematycznie.

Żeby było sprawiedliwie wybrałem po jednym kawałku od artysty, czego efektem była lista ponad 50 fantastycznych piosenek, przy których doznawałem w tym roku. Z tego też względu Wielkich Nieobecnych będzie zapewne spora, nie mówiąc już o tym, że bardzo wielu albumów nie zdążyłem po prostu jeszcze sprawdzić. Dodatkowo lista 50, została jeszcze bardziej skrócona ze względu na to, że obie listy udostępniam wam do słuchania na youtube (miał być też GrooveShark i mp3, ale mi się nie chce, wybaczcie). Wiem po sobie, że trudno jest znieść ponad 2 godziny muzyki w jednej sesji, bez okrutnej chęci przełączenia na coś co dobrze znamy i lubimy, stąd te kawałkowe cięcia. I tak wyszło gigantycznie dużo materiału. Przed wami 2011 skompresowane do czterech godzin, widzianych moim okiem (albo raczej słyszanych moim uchem). Oto tracklisty:

Here’s Your Trance, Now Dance!! (2:08:05) Playlista YT

Popstep, hipstertronika i techno, czyli ogólniej muzyka elektroniczna, która moim skromnym zdaniem, w tym roku nie miała sobie równych.

  1. The Rapture – How Deep Is Your Love?
  2. Omar-S – Here’s Your Trance, Now Dance!!
  3. Azealia Banks – 212
  4. Magnetic Man – Getting Nowhere
  5. Nero – Promises
  6. Katy B – Katy On A Mission
  7. M83 – Midnight City
  8. Gang Gang Dance – MindKilla
  9. Africa Hitech – Out in the Streets
  10. Burial – Street Halo
  11. Arnaud Rebotini – Who’s Gonna Play This Old Machine?
  12. Azari & III – Lost in Time
  13. Daphni – Ye Ye
  14. Junior Boys – Banana Ripple
  15. Kavinsky – Nightcall
  16. John Maus – Believer
  17. The Weeknd – House of Balloons / Glass Table Girls
  18. HTRK – Skinny
  19. The Field – Is This Power
  20. Zomby – Natalia’s Song
  21. Clams Casino – I’m god
  22. Julio Bashmore – Battle For Middle You
  23. Tommy Four Seven – Armed 3
Stargasm (1:48:04) Playlista YT

„Trochę” mniej spójna lista całej reszty, przekrój mocniejszych brzmień w różnej postaci, śpiewających pań, elektropopu i niepasujących do reszty dziwaków.

  1. Tom Waits – Chicago
  2. The Go! Team – Bust-Out Brigade
  3. The Psychic Paramount – Intro \ SP
  4. Mastodon – Stargasm
  5. Liturgy – Generation
  6. Battles – Futura
  7. Make Out – I Don’t Want Anybody That Wants Me
  8. The Twilight Singers – On The Corner
  9. Kanye West – Runaway
  10. Air France – It Feels Good To Be Around You
  11. The Diogenes Club – Green Eyes
  12. iamamiwhoami – ; john
  13. Austra – Lose It
  14. Casa Del Mirto – Fake
  15. Lykke Li – I Follow Rivers
  16. Anna Calvi – The Devil
  17. PJ Harvey – The Glorious Land
  18. St. Vincent – Cruel
  19. Neon Indian – Polish Girl
  20. Jamie Woon – Lady Luck
  21. Lana Del Rey – Video Games
  22. Low – Nothing But Heart
  23. Piętnastka – Czterdzieści Cztery
No dobra, randomowa, nieuporządkowana lista nieoczywistości, niewymienionych ani wyżej, ani wcześniej na blogu, które być może ktoś chciałby obczaić:

Dajcie znać jak wam się podoba taki pomysł. :)

Dub From Atlantis – Silly Little Things (Cymatic Remix) [Silly Little Things, 2010]

Miało nie być już w tym roku żadnych kawałków, ale nie mogłem się powstrzymać przed wrzuceniem tego cuda. Przed wami definicja tego jak powinno brzmieć współczesne chillout music. O ile klimaty reggae i pochodnych wydają mi się wiać okrutnie nudą, tak tutaj zdecydowanie się dzieje, prosta saksofonowa melodia, oszczędne perkusjonalia, eteryczne damskie wokale czuwające nad całością, duuużo basu, całe mnóstwo zabawy echem i jemu podobnym. W połączeniu daje to naprawdę hipnotyzującą mieszankę, która przeniesie was z mroźnej Polski wprost na Jamajkę.

Mastodon – Stargasm [The Hunter, 2011]

Prawdopodobnie ostatnia notka tego roku dotyczyć będzie kawałka z jednej z najbardziej kontrowersyjnej płyty tego roku. Jedni Huntera nienawidzą, inni kochają, środka nie ma. Osobiście zaliczam się chyba do tych drugich. Ci pierwsi chyba jednak muszą się pogodzić z tym, że ten zespół drugiego Leviathana już nie nagra. The Hunter to zdecydowane rozwinięcie stylu, który zaczął się na poprzedniej płycie zespołu, uderzenie w niesamowicie zaraźliwe, popowe wręcz, melodie, czyste wokale i świetne refreny. Jako nie-do-końca-krypto miłośnik popu, któremu też nie przeszkadzają włochaci panowie z ich gitarami, musiałem ten album pokochać.

Azealia Banks – 212 [212, 2011]

Nie wiem czy do tego potrzebny jest jakikolwiek głębszy komentarz, po prostu świetna mieszanka house i współczesnego podejścia do hip-hopu. Mistrzowski flow, konkretne breaki, kilodżule energii – Azealia, czekam na twój debiut.

Arnaud Rebotini – Another Time, Another Place [Somebody Gave Me Religion, 2011]

Kolejny w tym roku ciekawy mariaż staroci z nowością. O ile duet Azari & III wydawał się być zafascynowany początkami muzyki house, tak Arnaud Rebotini sięga jeszcze dalej, do początków lat 70, kiedy królowały analogowe synthy, automaty perkusyjne i wokoder, sprytnie mieszając to z transowym rytmem techno i charakterystycznym brzmieniem french house z którego, jak się mogło wydawać, nie da się już raczej wycisnąć nic nowego. Być może jeden z najlepszych albumów tego roku jeśli chodzi o taneczną muzykę elektroniczną.

Lana del Ray – Born to Die [Born to Die, 2012]

Autorka jednego z ciekawszych singli tego roku wcale a wcale nie zamierza spuszczać z tonu. Singiel zapowiadający płytę o tym samym tytule w zasadzie niewiele różni się od fantastycznego „Video Tapes”. Schemat jest ten sam, znajome cukierkowo-pompatyczne orkiestracje w tle, tym razem nieco bardziej podbite beatem, bardzo emocjonalny, wyżej niż reszta wyśpiewany refren i po raz kolejny poziom osiągalny tylko dla wybranych. Czyżby drugi singiel roku z rzędu?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.